Pierwsza strona - moment, który zmienia wszystko
- 19 mar
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 22 mar

Pierwsze zlecenie – i pierwsze emocje
Stało się. Po dwóch latach nauki obsługi narzędzia, jakim jest Wix, mam swoje pierwsze zlecenie. Pierwsza strona internetowa, którą tworzę. Nie dla siebie. Nie na próbę. Dla prawdziwej osoby. Dla kobiety, z realnymi potrzebami i oczekiwaniami.
Strach, który zna każdy początkujący
Kiedy to się potwierdziło, uderzyło mnie jedno wielkie uczucie – a właściwie dwa naraz: ekscytacja i strach.
Ekscytacja, bo przecież dokładnie do tego dążyłam. Chciałam projektować strony, uczyć się, rozwijać, aż w końcu ktoś zaufa mi na tyle, żeby powierzyć mi swoją markę w sieci. Podstawy mam opanowane, wiem, gdzie kliknąć, jak coś ustawić, jak coś poprawić. Czuję, że naprawdę „coś już umiem”.
Ale zaraz obok pojawił się strach.
Ten cichy głosik w głowie: „A jeśli nie podołam?”, „Co, jeśli mimo tego, że mam pojęcie, okaże się, że to za mało?”, „Czy współtwórczyni strony będzie zadowolona?”, „Czy dobrze odczytam jej potrzeby i komunikaty, czy faktycznie stworzę coś, co będzie jej pasować?”
Moment, w którym coś „kliknęło”
I wiecie co?
Zaczęłyśmy pracę nad projektem. Krok po kroku, sekcja po sekcji, decyzja po decyzji. I z każdym kolejnym etapem moje wątpliwości zaczęły topnieć. Zauważyłam, że wiem, co robię. Potrafię doradzić, wytłumaczyć, zaproponować rozwiązanie. Coraz mniej „a co, jeśli…”, coraz więcej „zróbmy tak, bo to będzie najlepsze”.
To dopiero początek
W pewnym momencie dotarło do mnie coś ważnego: to nie jest tylko pierwsza strona dla kobiety, która mi zaufała. To jest mój pierwszy duży krok w zupełnie nowym kierunku. W stronę, o której myślałam, marzyłam i do której powoli, cierpliwie się przygotowywałam.
Dziś czuję dumę, ale też ogromną wdzięczność – do siebie sprzed dwóch lat, która nie poddała się po pierwszych frustracjach z edytorem, dziwnymi błędami i milionem pytań typu „gdzie to się ustawia?!”.
Jeśli więc też jesteś w miejscu, w którym dopiero się uczysz, testujesz, próbujesz coś ogarnąć i wydaje ci się, że to nigdy nie zaprocentuje – uwierz mi, przychodzi taki moment, kiedy nagle słyszysz: „Hej, czy zrobiłabyś mi stronę?”. I wtedy wszystko zaczyna układać się w całość.
To dopiero początek, ale czuję, że idę wreszcie we właściwą stronę.
Wdzięczność
Muszę też wspomnieć o kimś absolutnie wyjątkowym w tej historii – fantastycznym specjaliście od stron www. W chwilach niepewności to do Niego piszę, z Nim dyskutuję, z Nim rozkładam problem na czynniki pierwsze. Czasem wystarczy jedno Jego zdanie, żeby wszystko wskoczyło mi na swoje miejsce.
Bez Jego wsparcia, cierpliwości i gotowości do tłumaczenia po raz setny tego samego, nie byłabym dziś w tym miejscu. To trochę jak mieć przy sobie latarkę, kiedy idzie się nową, jeszcze ciemną ścieżką – w razie czego ktoś oświeci mi drogę.
Jeśli to czytasz – dziękuję z całego serca. Bez Ciebie to wszystko nie byłoby możliwe.



Komentarze